30 marca 2019

Wiosna


     Wiosna przyszła. Kapryśna cholernie, nieprzewidywalna okrutnie, chwilami wkurzająca, a momentami zachwycająca. Dziś pokazała swoje łagodne i słodkie oblicze. Poczęstowała słońcem i rozgrzała niemal letnią temperaturą. Było bosko!  Obowiązkowy spacer i rozpieszczanie podniebienia nadprogramowymi kaloriami  😊
Korzystając ze słonecznego dnia, zrobiłam kilka zdjęć kilku ubrań, które udało mi się uszyć w ostatnim czasie. Na raty, ale jednak.
Juniorek śmiga po podłogach, jak mały perszing. Minie jeszcze chwila, zanim nauczy się chodzić, a ja nie chciałabym, żeby do tego czasu zmasakrował wszystkie spodnie. Początkowo miałam plan, żeby na tych najczęściej używanych naszyć łatki na kolanach, ale potem doszłam do wniosku, że recykling będzie lepszy. Z dwóch starych bluz, których już nie nosiłam, a które były jeszcze w świetnym stanie, uszyłam mu portki jednorazowe  😉  czyli po prostu takie, których nie będzie żal, gdy na kolanach zrobią się dziury. W planach mam jeszcze kilka par, ale z czasem jakoś tak krucho, więc póki co, nowo uszyte będą chyba najczęściej w użyciu.


W związku faktem, iż na urlopie macierzyńskim w dresie jest najwygodniej, postanowiłam także sobie samej zrobić mały prezent i uszyć bluzę, do której przymierzałam się już od dawna. Bluza, jak to bluza, nic odkrywczego, dlatego, żeby nie była tak całkiem nudna, przedłużyłam ściągacz i zrobiłam na dole wiązanie, a na rękawach przeszycia.


Koniec wywodu. Zdjęcia poniżej   ;-)
















Na zdjęciach spodnie mają dość intensywny kolor. W rzeczywistości są bardziej musztardowe, niż żółte i nieco bardziej zgaszone. 













Te uszyte są z bardzo cienkiej bawełnianej dzianiny (też ze starej bluzy) i świetnie się sprawdziły dzisiaj, kiedy w domu było wręcz gorąco  :-)





































Bluza na zdjęciach wyszła niebieska. W rzeczywistości ma ciemno turkusowy kolor. 




      Temperatura nas dziś rozpieszczała, jak widzicie powyżej, do tego stopnia, że żadna kurtka nie była potrzebna... Sobota z gatunku tych idealnych!
Słonka życzę i pozdrawiam.

Promyk

3 marca 2019

Nic się nie dzieje, czyli dzieje się mnóstwo...

Październik. Wtedy byłam tu po raz ostatni. O matko! Ale nawet w międzyczasie udało mi się uszyć portki dla Najmłodszego, tylko jakoś tak czasu zabrakło, żeby się pochwalić. Poza tym jedna para spodni niemowlęcych, to chyba trochę za mało, żeby męczyć Was postem  😉

Nie ma mnie tu, choć bardzo bym chciała. Permamentny brak czasu i strajkujące maszyny. To pierwsze wpływa także na drugie, bo oprócz tego, że nie mam kiedy szyć, to nie mam też kiedy zająć się serwisem maszyn... Coś je boli, zbuntowały się i nijak nie dają się ugłaskać. Oprócz tego Junior staje się coraz bardziej mobilny, więc nie tylko mam oczy dookoła głowy, ale też biegam za nim co chwilę i sprawdzam, czy akurat znowu wpakował palców tam, gdzie nie trzeba, a gdzie zabezpieczyć się nie da. I choć na półkach czekają kilometry tkanin, w głowie milion pomysłów na portki, które mógłby swobodnie wycierać po podłogach podczas raczkowania, to jednak chwilowo doba jest dla mnie za krótka. No i te maszyny...  😏

Na pocieszenie kilka kadrów Najmłodszego. Pociecha z niego ogromna, choć ręce nie raz wiszą mi do samej ziemi, a język smętnie dynda na brodzie...

Pozdrawiam ciepło!
Promyk





































15 października 2018

#matchymatchy, czyli o tym, że chciałam mieć dziewczynkę



      Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zapragnęłam, aby tym razem to była dziewczynka. Oczyma wyobraźni widziałam, jak w jednakowych sukienkach spacerujemy sobie niespiesznie w letnie dni, jak zaplatam małej warkoczyki, szyję tiulowe spódniczki... Nie posądzałabym siebie o taką ckliwość i tęsknotę za różowym, ale dwóch facetów w domu to wystarczająca ilość, dlatego tak bardzo chciałam mieć dziewczynkę. I pewnie dlatego urodził się chłopak  😉

Kiedy Juniorek nieco podrósł, myślałam, że nijak nie dane mi będzie znaleźć jakiś ciuch, który pasowałby do jego garderoby. Nie mam pojęcia, skąd u mnie taka chęć na dopasowanie strojów, ale chciałam i już. Pewnie, gdybym mocno się postarała i zrobiła porządne zakupy, znalazłabym kilka sztuk ubrań, które byłyby do siebie podobne, jednak wizja wydania majątku na ubrania, które Mały założy kilka razy, nie była zbyt optymistyczna. Przerzuciłam więc zapasy tkanin i pomyślałam, że to świetny moment, by uszyć w końcu tę pasiastą bluzę, która tak długo już czeka. A z pozostałej części materiału, portki dla Juniorka. Wszak rośnie toto w zastraszającym tempie, a opcja uszycia z tego, co zostało, jest dużo tańsza i spełnia moją zachciankę na dopasowanie  😜







      Moja bluza jest zupełnie prosta, bez żadnych dodatków, ozdób i tym podobnych. Czarny ściągacz przy dekolcie i na rękawach, na dół już nie wystarczyło, więc użyłam materiału, z którego uszyta jest bluza.
Juniorka portki to wykrój zdjęty z joggersów, które ma w szafie. Proste, łatwe i przyjemne w szyciu. Czarne ściągacze na nogawkach i w pasie, kangurkowa kieszonka z przodu (w sumie nie wiadomo, po co  😉).



























      Czyż ta metka nie jest cudna?  😍  Kupiłam ją w sklepie internetowym (KLIK). Mam w zanadrzu jeszcze kilka innych i jeśli Junior pozwoli coś jeszcze uszyć, zamierzam wykorzystać pozostałe metki.


PS
Wiem, że moje włosy wołają o pomstę do nieba. Już się umówiłam do fryzjera  🙈😄

Pozdrawiam,
Promyk

12 września 2018

Nasze nowe życie...


   ...pełne jest wzruszeń, zaskakujących chwil i nieprzespanych nocy. Za dnia słychać urocze gaworzenie, wieczorem błogą ciszę, gdy dzieci już śpią i przyznam szczerze, że wieczór to właśnie moja ulubiona pora dnia. Możemy wtedy z Mężem tak po prostu usiąść na kanapie i zatopić się błogim nic nierobieniu... Mało kreatywne... ale jakie przyjemne!  :-)
I chociaż czasu mamy dużo mniej, siły też już nie te, co dawniej, to jednak jesteśmy cholernie szczęśliwi i szaleńczo zakochani w tych naszych Dzieciakach...
































Jest pięknie. Choć nieidealnie.
(i owszem, nie mam czasu na szycie, ale to nie koniec z maszyną, jeszcze nie teraz...  😀