17 października 2016

take a deep breathe...


      To nie jest tak, że mnie tu nie ma.
      Jestem.
      Tylko czas jakoś tak mi się skurczył.
      I nie mam go już prawie nic a nic.
      Ale to minie. Już niedługo.
      W końcu bez szycia nie ma życia  ;-)
















Żyję i szyję.
Wracam niebawem.

Słodkości na ten tydzień.


Promyk



1 września 2016

To nie jest moja sukienka


      Sukienka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, urzekła mnie już dość dawno. Jest niby taka prosta i przewidywalna, a jednocześnie nieco zaskakująca. I jest jej dużo, choć to nie maksi (pisałam kiedyś na facebooku, że w poprzednim życiu musiałam być ziemniakiem, bo uwielbiam ubrania, które mój Mąż określam mianem worka ;-P  ).
Jedynym powodem, dla którego nie sprawiłam sobie tej kiecki, była cena. I może też trochę tkanina, choć ten aspekt nie spędzał mi snu z powiek. Jednak miłość do tego ciucha była silna i wielka, więc postanowiłam coś wykombinować, a potem przyznać się do tego bez bicia :-) Postanowiłam wyznać, że uszyłam sobie praktycznie taką samą. No, prawie taką samą :-)
Sukienka, której tak pragnęłam, jest tu (KLIK). Moją zobaczycie poniżej. Wykonana jest z bardzo przyjemnego lnu, który kupiłam za grosze (13zł...).
Początkowo wydawało mi się, że będzie mnie krępował ten dekolt, ale po pierwszym założeniu wiedziałam już, dlaczego tak bardzo ją kocham - bo czuję się w niej naprawdę świetnie!




























      Uwielbiam markę The Odder Side i mam z tego sklepu kilka ubrań, jednak w przypadku tej kiecki zależało mi, aby była z lnu. Dlatego zamiast kupować - uszyłam. Mam nadzieję, że nie wywieziecie mnie na taczkach z blogowego światka za tak wierną "inspirację". Ostatecznie nie jestem chyba aż taka zła, skoro przyznałam się do winy ;-)


Pozdrawiam,
Promyk

28 sierpnia 2016

Easy like sunday morning...


      Ostatni dzień urlopu powinien być moim pierwszym. Właśnie dziś. Pogodę mamy wspaniałą i tak naprawdę wcale nie chce mi się wracać jutro do pracy. Ale nie będę tu narzekać, w końcu to ma być spokojna i zrelaksowana niedziela :-)
Aby uprzyjemnić sobie ostatni dzień błogiego lenistwa, wyciągnęłam moich Panów na poranny spacer do lasu. Zabrałam aparat i postanowiłam uwiecznić tę piękną końcówkę lata, a przy okazji zrobiłam wreszcie zdjęcia na bloga :-) Koszulkę, którą mam na sobie, uszyłam tuż przed tym, jak letnia pogoda opuściła nas na długie tygodnie. Szukałam jakiejś ciekawej inspiracji w internecie (o czym zresztą pisałam jakiś czas temu na blogu), ale ostatecznie postawiłam na prosty t-shirt z dekoltem w serek. Dużym dekoltem. Takie lubię najbardziej.
Miłego oglądania.




















































Pozdrawiam,
Promyk

26 czerwca 2016

Bluzka z resztek


      Pamiętacie, jak dwa lata temu po powrocie z Bieszczadów uszyłam mężowi pasterską koszulę?  ;-) Jeśli nie, to zapraszam TU. Po koszuli uszyłam bluzkę z koronką dla siebie (TU) i zostało mi jeszcze trochę lnu, który czekał na to, aż coś przyjdzie mi do głowy. Trochę to trwało, ale co nagle to po diable. Ostatnio, kiedy upały dały się nam wszystkim ze znaki, pomyślałam, że len idealnie nada się na prostą sukienkę, którą bez skrępowania będę mogła założyć do pracy, ale też wykorzystać na co dzień i kto wie, może nawet na jakąś letnią imprezę. Rozochocona przerzuciłam stosy tkanin w mojej pracowni i radosna, niczym małe dziecko, zaczęłam rozkładać materiał. Szybko minęła mi ta radość, bo okazało się, że materiału na sukienkę nijak nie wystarczy. No, może tylko na przód ;-) Ewentualnie na tył - do wyboru. Niemiej jednak, z sukienki nici. Jasne, mogłabym dokupić brakującą ilość tkaniny, ale len kupowałam ponad dwa lata temu w internecie, w związku z czym szansa na znalezienie identycznej tkaniny graniczyła z cudem. Postanowiłam więc, że na kieckę kupię coś nowego, a z tym co mam, poczekam kilka dni. I opłaciło się, bo upały chwilowo odpuściły, a ja wymyśliłam sobie bluzkę idealną na dzisiejszą pogodę - nie za gorąco, ale też nie zimno. Tak więc skroiłam... i załamałam ręce - zabrakło mi tkaniny na długości na przód bluzki... tak z 5cm... I wtedy okazało się, że wszelkie "przydasie" są jak najbardziej przydatne. Zachomikowana resztka koronki uratowała sprawę, choć z małym "ale". Otóż bluzkę szyłam w nocy, przy sztucznym świetle, co spowodowało, że koronka wydała mi się w identycznym odcieniu, co materiał na bluzkę. Jakże zdziwiłam się następnego dnia rano! :-) Koronka okazała się być śnieżnobiała, len już nie... :-)  Cóż, trudno. Za marzenia nie karają, za białą koronkę też ;-)
A że uwielbiam dekolty na plecach, bluzkę postanowiłam uszyć tak, by móc nosić ją na dwa sposoby.

PS
Wszystkie zdjęcia, na których jestem, robił dziś mój Syn. Zależało mu na przekazaniu tej informacji :-)











































 Niedziela dobiega końca, życzę więc Wam dużo energii na nadchodzący tydzień.
Pozdrawiam,

Promyk