7 maja 2017

Green leaves


      Wracając do domu z leśnego pikniku, miałam ułożony w głowie cały tekst do dzisiejszego wpisu. Wszystko poskładane w sensowną całość, gotowe do wyklikania na klawiaturze. Zanim jednak nastał wieczór, wszystkie mądrości gdzieś się rozpierzchły, zostawiając mnie na pastwę losu z pustką w głowie...
Nie będę się więc nadmiernie rozpisywać. Kupiłam (znowu!) porządny kawał dzianiny dresowej w piękne, zielono-turkusowe listki, z zamysłem uszycia z niej tej właśnie bluzki. Nudnej do kwadratu, koniecznie z raglanowymi rękawami. No co ja poradzę, że lubię proste...?   :-)
A w drodze nad jezioro, w głowie wybrzmiewała mi głupkowata rymowanka:  w zielonym lesie najlepiej mi w dresie...  ;-)  Tak więc jestem ja - częściowo w dresie w zielone listki, Junior, który za żadne skarby nie chciał dać buziaka, kilka zdjęć zrobionych przez moich Panów i odrobina słonka. Tak ku pokrzepieniu ducha :-)































Miłego!

Promyk


3 maja 2017

Nie-o-szyciu


      Moje maszyny do szycia ostatnio porosły całkiem pokaźną warstwą kurzu. Co prawda popełniłam jakąś tam sukienkę, a potem torebkę, którą nieco oszczędnie pokazałam w poprzednim wpisie, ale nie można uznać tego za żadne krawieckie wyczyny. Nie czułam ostatnio potrzeby szycia. Nie miałam pomysłu na nic, postanowiłam więc nie szyć nic na siłę. Bo i po co? Ale zbliża się lato (choć pogoda średnio na to wskazuje), więc pewnie chętniej i częściej będę zaglądać do pudeł z tkaninami. Tymczasem pozwalam sobie na odpoczynek, taki totalny i od wszystkiego.

      Zaczęłam od majówki, którą spędziliśmy rodzinnie i w gronie znajomych Toruniu. Pogoda była wspaniała, słonko witało nas wczesnym rankiem i żegnało późnym wieczorem. Po rynku kręciło się pełno ludzi, miasto tętniło życiem i buchało kolorami. Wszędzie pachniało piernikami, goframi i pysznym jedzeniem. Oderwałam się całkowicie od codziennych spraw, a Junior zapytany o to, co mu się najbardziej w trakcie tego wyjazdu podobało, odpowiedział, że całkowity luz, z jakim wszyscy podeszli do tej wycieczki. Zdecydowanie tego nam było trzeba :-)




































4 kwietnia 2017

Z potrzeby koloru...


      Gdzieś pomiędzy szarością pochmurnych dni, a wieczorami zalanymi deszczem, zapragnęłam ożywienia i koloru. I kiedy pierwsze nieśmiałe promyki słonka przedarły się przez szaro-siną zasłonę na niebie, usiadłam przy maszynie i po raz kolejny męcząc się niemiłosiernie z zamkiem błyskawicznym, uszyłam wiosenno-letnią torebkę. Najprostszą z możliwych. Kolorową. Teraz już ulubioną.

Tylko jakoś tak czasu mi brakuje na porządny post. Miejmy nadzieję, że to chwilowe  :-)











PS
Zdjęcie zrobione na szybko telefonem. Tak tylko żeby dać Wam znać, że żyję.

Pozdrawiam,
Promyk

17 października 2016

take a deep breathe...


      To nie jest tak, że mnie tu nie ma.
      Jestem.
      Tylko czas jakoś tak mi się skurczył.
      I nie mam go już prawie nic a nic.
      Ale to minie. Już niedługo.
      W końcu bez szycia nie ma życia  ;-)
















Żyję i szyję.
Wracam niebawem.

Słodkości na ten tydzień.


Promyk