4 kwietnia 2017

Z potrzeby koloru...


      Gdzieś pomiędzy szarością pochmurnych dni, a wieczorami zalanymi deszczem, zapragnęłam ożywienia i koloru. I kiedy pierwsze nieśmiałe promyki słonka przedarły się przez szaro-siną zasłonę na niebie, usiadłam przy maszynie i po raz kolejny męcząc się niemiłosiernie z zamkiem błyskawicznym, uszyłam wiosenno-letnią torebkę. Najprostszą z możliwych. Kolorową. Teraz już ulubioną.

Tylko jakoś tak czasu mi brakuje na porządny post. Miejmy nadzieję, że to chwilowe  :-)











PS
Zdjęcie zrobione na szybko telefonem. Tak tylko żeby dać Wam znać, że żyję.

Pozdrawiam,
Promyk

17 października 2016

take a deep breathe...


      To nie jest tak, że mnie tu nie ma.
      Jestem.
      Tylko czas jakoś tak mi się skurczył.
      I nie mam go już prawie nic a nic.
      Ale to minie. Już niedługo.
      W końcu bez szycia nie ma życia  ;-)
















Żyję i szyję.
Wracam niebawem.

Słodkości na ten tydzień.


Promyk



1 września 2016

To nie jest moja sukienka


      Sukienka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, urzekła mnie już dość dawno. Jest niby taka prosta i przewidywalna, a jednocześnie nieco zaskakująca. I jest jej dużo, choć to nie maksi (pisałam kiedyś na facebooku, że w poprzednim życiu musiałam być ziemniakiem, bo uwielbiam ubrania, które mój Mąż określam mianem worka ;-P  ).
Jedynym powodem, dla którego nie sprawiłam sobie tej kiecki, była cena. I może też trochę tkanina, choć ten aspekt nie spędzał mi snu z powiek. Jednak miłość do tego ciucha była silna i wielka, więc postanowiłam coś wykombinować, a potem przyznać się do tego bez bicia :-) Postanowiłam wyznać, że uszyłam sobie praktycznie taką samą. No, prawie taką samą :-)
Sukienka, której tak pragnęłam, jest tu (KLIK). Moją zobaczycie poniżej. Wykonana jest z bardzo przyjemnego lnu, który kupiłam za grosze (13zł...).
Początkowo wydawało mi się, że będzie mnie krępował ten dekolt, ale po pierwszym założeniu wiedziałam już, dlaczego tak bardzo ją kocham - bo czuję się w niej naprawdę świetnie!




























      Uwielbiam markę The Odder Side i mam z tego sklepu kilka ubrań, jednak w przypadku tej kiecki zależało mi, aby była z lnu. Dlatego zamiast kupować - uszyłam. Mam nadzieję, że nie wywieziecie mnie na taczkach z blogowego światka za tak wierną "inspirację". Ostatecznie nie jestem chyba aż taka zła, skoro przyznałam się do winy ;-)


Pozdrawiam,
Promyk

28 sierpnia 2016

Easy like sunday morning...


      Ostatni dzień urlopu powinien być moim pierwszym. Właśnie dziś. Pogodę mamy wspaniałą i tak naprawdę wcale nie chce mi się wracać jutro do pracy. Ale nie będę tu narzekać, w końcu to ma być spokojna i zrelaksowana niedziela :-)
Aby uprzyjemnić sobie ostatni dzień błogiego lenistwa, wyciągnęłam moich Panów na poranny spacer do lasu. Zabrałam aparat i postanowiłam uwiecznić tę piękną końcówkę lata, a przy okazji zrobiłam wreszcie zdjęcia na bloga :-) Koszulkę, którą mam na sobie, uszyłam tuż przed tym, jak letnia pogoda opuściła nas na długie tygodnie. Szukałam jakiejś ciekawej inspiracji w internecie (o czym zresztą pisałam jakiś czas temu na blogu), ale ostatecznie postawiłam na prosty t-shirt z dekoltem w serek. Dużym dekoltem. Takie lubię najbardziej.
Miłego oglądania.




















































Pozdrawiam,
Promyk