19 maja 2018

#pregnancyshorts

      Końcówka tej ciąży jest dla mnie wyjątkowo okrutna. Zmęczenie, opuchnięte i obolałe ręce, w których nie mogę nieraz utrzymać kubka z herbatą, bezsenność w nocy i senność za dnia. Wiecznie skopany przez Juniora brzuch i żebra, i to niekończące się czekanie... Mogę sobie jedynie pomarudzić, bo chyba tylko tyle mi pozostało 😉 
Dziś krótki wpis z jednym zdjęciem z telefonu. Uszyte na szybko dresowe spodenki ciążowe, na które wykrój odrysowałam z długich spodni dresowych (ciążowych rzecz jasna). Pas to cielisty jersey, same spodenki to resztka jakiejś dresówki. Bosko się noszą 😁  






Pozdrawiam leniwie 😉 

17 kwietnia 2018

Wyprawka hand-made, czyli czekamy


      Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i minął już pierwszy szok, zaczęłam przetrząsać internet w poszukiwaniu inspiracji. Inspiracji związanych ze wszystkim: z modą ciążową, trendami w żywieniu, ćwiczeniach (jednak okazało się, że ze ze względu na stan zdrowia nie mogłam robić nic...), wystroju kącika bądź całego pokoju Maleństwa, czy "modą" dla noworodków. Przyznam, że można oszaleć oglądając wszystkie te piękne zdjęcia i zapewniam, że niezależnie od tego, jaki mamy gust, każda z nas znajdzie coś dla siebie w temacie narodzin nowego członka rodziny.
Przygotowując się do pojawienia się Juniora Młodszego, bardzo chciałam aby niezbędne gadżety, których będę używać, były zarówno praktyczne, jak i jakkolwiek stylowe. Postawiłam także na stonowane kolory. Ktoś mógłby mi zarzucić, że w pewnym sensie będę ograniczała tym rozwój percepcji u Maleństwa, ale nic bardziej mylnego. Poza tym, kiedy Junior już przyjdzie na świat, nie będę w stanie uniknąć pstrokacizny wszystkich tych zabawek i pierdółek, które zapewne pojawią się w naszym domu :-)  Dlatego choć na chwilę chcę mieć najpotrzebniejsze rzeczy utrzymane w takim stylu, który mi odpowiada.
No więc oszalałam przeglądając zdjęcia na Pintereście czy Instagramie. Na tym drugim natknęłam się na dziesiątki linków do sklepów oferujących bajeczne dodatki do pokojów dziecięcych oraz elementy wyprawki. Niestety, ceny większości z nich zwaliły mnie z nóg, dlatego stwierdziłam, że przecież część tych rzeczy mogę zrobić sama.
Najbardziej chorowałam na grafitowy rożek. No piękny był ten, który widziałam w sieci, ale nijak nie wydałabym na niego niemal 200zł. Znalazłam prostsze rozwiązanie - zakochana ostatnio w muślinach, kupiłam najprostszy biały rożek, ciemnografitowy bawełniany muślin i po prostu obszyłam rożek materiałem. Koszt inwestycji jakieś cztery razy mniejszy :-) a efekt naprawdę mnie zadowolił.
W szale przygotowań uszyłam także poszewki na pościel w kolorze bardzo jasnej szarości (inspirowana pościelą starszego syna, zakupioną kiedyś w H&M) oraz cztery muślinowe pieluszki, które oprócz praktycznego wycierania małego ryjka, mają być także rodzajem przytulanki. Pieluszki są w kolorze musztardowym i miętowym. Na zdjęciach pokazuję dwie, ponieważ są praktycznie takie same :-)
Dawno temu kupiłam też bawełnę na pościel dla Juniora Starszego, ale ten skrzywił się na widok materiału i zaniechałam zadania. Teraz ta bawełna świetnie nada się na pościel dla Młodszego, muszę tylko zmobilizować się do pracy, bo czasu coraz mniej, a jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałabym uszyć.

Tymczasem życzę udanego popołudnia i przyjemnego oglądania  :-)

































15 kwietnia 2018

To (chyba) ostatnia ciążowa sukienka...


      Lato przyszło tej wiosny tak szybko i niespodziewanie, że poczułam się do niego zupełnie nieprzygotowana  :-)  Na zewnątrz od kilkunastu dni jest fantastycznie ciepło, a ja powoli roztapiam się z przegrzania. W ciąży temperatury wyższe niż plus 15 stopni Celsjusza, odczuwam jak upały... Nic więc dziwnego, że już dłuższy czas marzą mi się letnie sukienki i sandały. Jednak wyrwanie się do ludzi z gołymi nogami w kwietniu mogłoby wyglądać nieco komicznie. No i ta po-zimowa bladość...
W spodniach czy sukience i rajstopach jest mi po prostu za ciepło. Na krótszą kieckę jest trochę za wcześnie. A jako, że potrzeba matką wynalazków (a czasem najprostszych rozwiązań), pomyślałam, że uniknę tych niedogodności szyjąc sobie sukienkę maxi, która nie odsłania ramion, zakrywa nogi, a jednocześnie nie rozpuszczę się w niej, jak pozostawione na słońcu lody :-)

Fason, jak zwykle, najprostszy z możliwych. Sukienka z gatunku tych, co to można je po ciąży przerobić na inny ciuch. Kimonowy rękaw z doszytym fragmentem, który można wywinąć. Długa, lekko rozszerzająca się ku dołowi. Na tyle luźna, by nie krępować ruchów, ale nie na tyle wielka, by wyglądać w niej jak malinowa Buka  ;-)
Ot, po prostu taki długalaśny t-shirt w kolorze jasnej maliny.
Za około półtora miesiąca powinno nas być już czworo, dlatego w tytule napisałam, że jest to raczej ostatnia sukienka szyta z myślą o ciąży. Potem, kto wie, pewnie będzie wypadało uszyć coś Juniorowi Młodszemu, tak dla równowagi  :-)




















9 lutego 2018

Najprościej, jak się da, czyli t-shirt w czerwono-białe paski



      Rosnę. Rośnie też On. Mały terrorysta, który szaleje po nocach, ćwicząc pływanie, rowerek, biegi przełajowe i skoki przez płotki, jednocześnie. Jestem wiecznie niewyspana, bo godziny jego hiperaktywności to północ. A ćwiczenia trwają co najmniej godzinę.
Do tego szafa mi się skurczyła. Mimo, że prawie się nie domyka, to ilość ubrań, w które jestem w stanie się jeszcze zmieścić, zmniejsza się w zastraszającym tempie. Zawsze lubiłam luźne ubrania, więc do pewnego momentu nie było żadnego problemu, ale przecież one nie są z gumy... Na szczęście, jestem obdarzona niebywałym talentem krawieckim  ;-)  I skromnością  ;-)  Oczywistym stał się więc fakt, iż wykorzystam moje nadprzyrodzone zdolności i znowu coś uszyję. Coś bardzo prostego, rzecz jasna, adekwatnie do poziomu moich umiejętności i niewyobrażalnie wielkiego talentu ;-)

Tkaninę kupiłam jeszcze latem, ale musiała odczekać swoje (wiadomo :-D ). Uszyłam zwykły t-shirt w paski, dokładnie taki, jak zamierzałam. Miał być luźny, najprostszy z możliwych, taki, żebym mogła jeszcze kilka razy go założyć, zanim przestanę mieścić się w drzwiach. No i potem, po porodzie, gdy trzeba będzie maskować to i owo. Przyjemnego oglądania.























PS
Możliwe, że dość późno to doceniam, ale chętnie przyznałabym Nobla temu, kto wymyślił spodnie dresowe...  :-)

Pozdrawiam.