3 maja 2017

Nie-o-szyciu


      Moje maszyny do szycia ostatnio porosły całkiem pokaźną warstwą kurzu. Co prawda popełniłam jakąś tam sukienkę, a potem torebkę, którą nieco oszczędnie pokazałam w poprzednim wpisie, ale nie można uznać tego za żadne krawieckie wyczyny. Nie czułam ostatnio potrzeby szycia. Nie miałam pomysłu na nic, postanowiłam więc nie szyć nic na siłę. Bo i po co? Ale zbliża się lato (choć pogoda średnio na to wskazuje), więc pewnie chętniej i częściej będę zaglądać do pudeł z tkaninami. Tymczasem pozwalam sobie na odpoczynek, taki totalny i od wszystkiego.

      Zaczęłam od majówki, którą spędziliśmy rodzinnie i w gronie znajomych Toruniu. Pogoda była wspaniała, słonko witało nas wczesnym rankiem i żegnało późnym wieczorem. Po rynku kręciło się pełno ludzi, miasto tętniło życiem i buchało kolorami. Wszędzie pachniało piernikami, goframi i pysznym jedzeniem. Oderwałam się całkowicie od codziennych spraw, a Junior zapytany o to, co mu się najbardziej w trakcie tego wyjazdu podobało, odpowiedział, że całkowity luz, z jakim wszyscy podeszli do tej wycieczki. Zdecydowanie tego nam było trzeba :-)




































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad :-)