1 września 2016

To nie jest moja sukienka


      Sukienka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć, urzekła mnie już dość dawno. Jest niby taka prosta i przewidywalna, a jednocześnie nieco zaskakująca. I jest jej dużo, choć to nie maksi (pisałam kiedyś na facebooku, że w poprzednim życiu musiałam być ziemniakiem, bo uwielbiam ubrania, które mój Mąż określam mianem worka ;-P  ).
Jedynym powodem, dla którego nie sprawiłam sobie tej kiecki, była cena. I może też trochę tkanina, choć ten aspekt nie spędzał mi snu z powiek. Jednak miłość do tego ciucha była silna i wielka, więc postanowiłam coś wykombinować, a potem przyznać się do tego bez bicia :-) Postanowiłam wyznać, że uszyłam sobie praktycznie taką samą. No, prawie taką samą :-)
Sukienka, której tak pragnęłam, jest tu (KLIK). Moją zobaczycie poniżej. Wykonana jest z bardzo przyjemnego lnu, który kupiłam za grosze (13zł...).
Początkowo wydawało mi się, że będzie mnie krępował ten dekolt, ale po pierwszym założeniu wiedziałam już, dlaczego tak bardzo ją kocham - bo czuję się w niej naprawdę świetnie!




























      Uwielbiam markę The Odder Side i mam z tego sklepu kilka ubrań, jednak w przypadku tej kiecki zależało mi, aby była z lnu. Dlatego zamiast kupować - uszyłam. Mam nadzieję, że nie wywieziecie mnie na taczkach z blogowego światka za tak wierną "inspirację". Ostatecznie nie jestem chyba aż taka zła, skoro przyznałam się do winy ;-)


Pozdrawiam,
Promyk

16 komentarzy:

  1. REWELACJA... a pod sukienką, czarne cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dzięki, Oleńko :-)
      a czarne cudo to taniocha z H&M :-)

      Usuń
  3. No no no... przód taki spokojny ale tył.... ODWAŻNIE :-) Zazdroszczę bardzo Ci takiej odwagi bo ja to tylko proste byle jakie koszulki szyję;-) Naprawdę świetna kiecka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :-) Tak, wiem, że jest bardzo odważnie. Stwierdziłam, że raz się ż(sz)yje i mogę spróbować :-)

      Usuń
  4. Wow, ale fajna niebanalna sukienka. Podziwiam za odwagę na taki dekolt, świetnie w niej wyglądasz. Nie przejmowałabym się za bardzo "inspiracją", bo w naszym świecie wszystko już gdzieś kiedyś było, ciągle się czymś inspirujemy, powielamy pewne elementy. Nazwałabym to dozwolonym użytkiem prywatnym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz - jak to fajnie mądrego człowieka posłuchać/poczytać ;-) Ja też myślę, że ta "inspiracja" to nie jest takie zło największe z mojej strony, ale wolałam się wytłumaczyć. Choćby tak dla spokoju sumienia :-) A że z sukienką jest tak jak mówisz - dozwolony użytek (tylko) własny, bez dystrybucji - to tym bardziej czuję się usprawiedliwiona :-)
      I bardzo dziękuję za miłe słowa :D

      Usuń
  5. Fajna, no i ładny kolorek. Głupie pytanie - jak ktoś podejdzie bliżej to z góry pupy w niej nie widać? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest głupie pytanie :-) Zupełnie naturalne, zważywszy na to, że sukienka jest szeroka i ma ogromny dekolt :-) Nie, nie widać wbrew pozorom. Żeby zobaczyć cokolwiek, druga osoba musiałaby praktycznie stanąć mi na plecach ;-) Oprócz tego, mając tę świadomość, kiedy wiem, że ktoś mógłby być za blisko (np. w kolejce w sklepie), po prostu poprawiam sukienkę tak, żeby nie było szans na podglądanie :-)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Uwielbiam len, a ten ma szczgólnie piękny kolor!. Mega odważna sukienka - tzn jej tył :) Przód prosty, dziewczęcy a tył .... no petarda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :-) Kolor faktycznie jest piękny :D
      Co do dekoltu, to sukienka zbiegła się nieco po pierwszym praniu, w związku z czym dekolt jest mniejszy i widać tę różnicę. Ale na plus :-)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Sukienka jest genialna! Cieszę się, że do mnie zajrzałaś, bo pewnie długo jeszcze nie wiedziałabym o Twoim istnieniu, a przeglądając Twojego bloga stwierdzam, że wiele do tej pory traciłam :) Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :-)
      A co do zaglądania do Ciebie, to zerkam od dłuższego czasu, tylko do tej pory siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. Ale jak usłyszałam, że chcesz odesłać czerwoną sukienkę w czeluść szafy, postanowiłam zaprotestować :-)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad :-)